Łączna liczba wyświetleń

sobota, 7 stycznia 2012

Początek.

A na imię mi było Nadia, na nazwisko Stone. Miałam wtedy osiemnaście lat, chciałam optymistycznie spojrzeć na świat, bo wiedziałam, że teraz czekają na mnie niespełnione marzenia.
Uczyłam się w szkole prywatnej dla dziewcząt. Po studiach pragnęłam zostać projektantką mody, wnętrz. Zawsze, gdy zerkałam przez okno, uśmiechałam się zawadiacko i patrzyłam na ten wysoki budynek w oddali - akademik. Wreszcie zaczęłabym uczyć się normalnie - w gronie zarówno dziewcząt i chłopaków. Szczerze mówiąc czekałam na te szalone imprezy studenckie albo od czasu do czasu jakieś pały z egzaminów. To było właśnie jak marzenie, ale takie realne. Póki co otwierałam oczy - widziałam smętna rzeczywistość.
Już słyszałam te piski z toalety i ostry wzrok nauczyciela od fizyki, podobno była to rozmowa z jedną taką z naszej klasy. Stałam przed szafką, oddychałam głęboko i relaksowałam się w ten sposób. Raz zerknęłam na na sufit, raz na podłogę, a czasami siadałam na parapet i słuchałam śpiewu ptaków. Chyba starałam się być niezauważalna, a jednocześnie przyciągająca uwagę - miałam, bowiem włosy w kolorze wiśni (z grzywką, rzecz jasna), zawsze ciemny płaszczyk z broszkami, dżinsy z agrafkami i trampki długości podkolanówek. Moje oczy były wtedy żółtawe, a usta bladoróżowe.
Po szkole, nigdy nie chodziłam do domu - zawsze bywałam u Jagody, która jest moja najlepsza przyjaciółką. Jaga ma długie, złote włosy i fiołkowe oczy, ma idealną figurę i ogólnie wygląda jak do schrupania, ale w środku siedzi zupełnie inna osoba. Jagoda jest dla wszystkich bardzo uprzejma, choć bywa ogromną dowcipnisią i potrafi nawet śmiać się z samej siebie. Jej pasją jest rysowanie - kiedyś, nawet obiecała mi, że ja będę projektować, a ona malować. Wykluczone.
Jaga mieszka w apartamentowcu z ojcem - businessmanem.
Tego dnia po szkole znów miałam zamiar ja odwiedzić. W drodze do Jagody słuchałam muzyki z mojej nowej MP4. Nagle usłyszałam sygnał sms-a z mojego telefonu. Bardzo głęboko westchnęłam, ponieważ nienawidziłam odbiera sms-ów i telefonów. Jakoś tak wolałam samotność. W treści wiadomości było m.in.: " Chodź szybko na skrzyżowanie z poziomkami w lesie, bo inaczej stanie się coś, co może być dosłownie wielkim ciosem. ~ Jaga."
"Pewnie znowu sobie żartuje" - pomyślałam, a następnie zniesmaczona poszłam na to skrzyżowanie.
Na miejscu okazało się, że dziewczyna siedzi skulona pod drzewem i płacze. Obok niej stały dwie osoby w  kominiarkach. W drzewo był wbity zakrwawiony nóż. Oni jeszcze mnie nie widzieli. Sprytnie schowałam się za drzewo i zadzwoniłam po policję. Serce biło mi bardzo szybko. Wyszłam z mojej kryjówki i podeszłam spokojnie do Jagi. Dwoje osób spojrzało na mnie z nienawiścią lecz ja zaledwie pokazałam im mój przebity kolczykiem język i odwróciłam się na pięcie. Przyjechali policjanci i mimo, iż złapali tych typków, wciąż nie wiedziałam co z moją przyjaciółką.
Jagoda wyciągnęła do mnie rękę - zauważyłam, że na dolnej części nadgarstka ma podcięte żyły.
- Cholera, trzeba dzwonić po pogotowie. - westchnęłam.
Nie pozostało mi w tej sytuacji nic innego do zrobienia, choć bardzo mnie ciekawiło, dlaczego to właśnie Jagodę wciągnęli do lasu. Pewnie w ogóle nie powinnam się w to mieszać...
Przymrużyłam oczy, spojrzałam w niebo, uśmiechnęłam się. Poczułam wtedy przyjemny dotyk mchu za plecami, zemdlałam.
Obudziłam się w tym samym miejscu, w nocy. Było tam tak cicho, ze słyszałam gwałtowne bicie własnego serca. W oddali zauważyłam tęczowe światło, było coraz bliżej. To niesamowite uczucie, jednak nie wiedziałam co zrobić - czy się schować, czy uciekać, czy iść w stronę owego światełka. Po prostu wstałam i udałam się w stronę metropolii.
Zasunęłam sobie chustę na twarz i założyłam kaptur - spoglądając na prawo i lewo, widziałam światła jupiterów i tłumy paparazzich - cała nasza Warszawa nocą. Postanowiłam zobaczyć, co u Jagi.
Kocim krokiem skoczyłam do szpitala. Przy łóżku Jagody stał jej ojciec i jakiś młody mężczyzna - pewnie jej narzeczony.
Serdecznie przywitałam się z nimi, po czym zapytałam o jej stan zdrowia - był stosunkowo stabilny.
- A pana jeszcze nie znam. Na imię mi Nadia. - zagadnęłam do pogodnego młodzieńca.
- Witam, Cezary. Ale mów mi Czarek. Jestem tu na studiach, dziś dostałem zlecenie, żeby czuwać na pacjentem i została mi przydzielona ta oto panna. - wskazał na Jagę.
- Też będę studiować, ale prawdopodobnie architekturę. A Czarku - na którym jesteś roku?- dopytywałam.
- Na czwartym, a ty jeszcze nie studiujesz? Wyglądasz na dojrzałą osobę. Chodź, wymienimy się telefonami. - mówił.
- No pewnie, tylko że ja się trochę spieszę. Nie jestem z Warszawy, a z Wołomina, będę biegła na pociąg, więc...- ciągnęłam.
- Nie ma sprawy, podwiozę cię! - tłumaczył, uśmiechając się.
Pokiwałam głową, przytakując. Nagle zaczęłam się zastanawiać, dlaczego zajęłam się tym całym Czarkiem, a nie Jagódką?
- Przepraszam cie na chwilę, pójdę do Jagody. - powiedziałam i pobiegłam do dziewczyny.
Czarek to naprawdę miły chłopak, jednak nie mogę wszystkim w około rozpowiadać o sobie- to nie w moim typie.
Stanęłam przy łóżku, w którym leżała i mocno złapałam ją za zdrowa rękę.
- Kocham cię. - powiedziałam do niej ze łzami w oczach.
- Ja ciebie też. - odparła cicho. - Jesteś dla mnie jak siostra.
Usiadłam na jej łóżku i wręczyłam do reki mały naszyjnik z krzyżykiem.
- Ale co to jest? - zaczęła się się przyglądać biżuterii.
- Przyciągają się na magnes. To na dowód wiecznej przyjaźni. -uśmiechnęłam się i pokazałam jej identyczny naszyjnik na mojej szyi. - No, dobra Mała! Ja uciekam. W razie czego, dzwoń. - powiedziałam, po czym poszłam do Czarka.

2 komentarze:

  1. Założę się, że Czarek ją uprowadzi ^^
    Fajny blog.

    OdpowiedzUsuń
  2. Powiem tylko, iż Czarek za wszelką cenę będzie próbował ją chronić, ale potem stanie się coś, na co nawet on nie będzie mógł wpłynąć. c;

    OdpowiedzUsuń