Dmuchnęłam, żeby oczyścić ją z kurzu.
- "Diagnoza - piękno"? Świetny film, prawda? - uśmiechnęłam się.
- Tak, no pewnie. Właśnie - może umówimy się do kina na weekend. Hm? - zaproponował.
- Szczerze mówiąc, wolę operę, ale chętnie z tobą pójdę. - tłumaczyłam. - Filmy oglądam tylko wieczorami, na laptopie.
Czarek pokiwał porozumiewawczo głową, po czym wskazał palcem na jakieś tęczowe (!) światełko.
- Piękne kolory, prawda? - zapytał oczarowany.
- No, tak. - mówiłam z przejęciem, bo dobrze pamiętałam to kolorowe światełko. - O, ja już bedę wysiadać. Cześć!
Prędko wybiegłam z auta Czarka i pędem pognałam do domu bojąc się tajemniczego światełka. Z plecaka wyjęłam mój notesik i narysowałam "magię" barw światełka. Po kąpieli jeszcze raz wyjrzałam przez okno, a następnie położyłam się do łóżka. Pod moją poduszką usłyszałam dziwny szelest - jakby kartki papieru. Okazało się, że to list. Z ciekawością przeczytałam go do końca:
O Mario!
Uwierz, że tak będzie najlepiej. Ona w końcu musi wiedzieć kim jestem. Ostrzegam, że jeżeli Ty jej tego nie powiesz to sam to zrobię. Tak będzie lepiej dla nas wszystkich. ~ Nigdy nie przestanę Cię kochać. ♥
Zmarszczyłam brwi i jeszcze kilka razy przeczytałam list. Może chodziło o jej tajemniczego wielbiciela! Dodam tylko, iż Maria to moja matka, ja - chyba nie mam ojca, rodzeństwo - młodsza siostra imieniem Sandra.
Po prostu poszłam spać, ale nie miewałam dziwne sny - takie, głównie o tym światełku albo przed oczami ukazywał mi się owy list. Nie wiedziałam co z tym zrobić.
Nastała sobota, jadłam akurat jogurt dietetyczny i nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Zniesmaczona spytałam czy mama może otworzyć.
- Nadzia, ktoś do ciebie! - wyszeptała mama.
Znów zmarszczyłam brwi, bo myślałam, że Czarek da sobie ze mną spokój.
- O, przyniosłeś kwiaty! - udawałam zachwycenie.
- Mam dwa bilety do opery, no chodź! - pocieszał mnie.
Zrobiłam naprawde szczery uśmiech i zaprosiłam Cezarego do środka.
- Mama zrobi ci kawę, a ja za chwilę przyjdę! - biegłam do pokoju.
Po kilku minutach weszłam do salonu w obcisłej, purpurowej sukience. Miałam też podwiązkę i czerwone sandały na koturnach. Tym razem użyłam tuszu do rzęs i błyszczyka a'la Marylin Monroe.
Czarek chrząknął, po czym złapał mnie za rękę i poszliśmy do opery. Po drodze, gdzieś między budynkami migało znane mi tęczowe swiatełko.
- Mój Boże, ktoś mnie śledzi! - wykrzyknęłam bezsilnie.
Przechodzący ludzie spojrzeli na mnie wtedy z politowaniem i żalem.
- Nie rozumiesz mnie, prawda? - spojrzałam na Czarka.
Ten uśmiechnął się niezręcznie i nic nie odpowiedział.
Z moich oczu popłynęły bardzo gorzkie łzy, makijaż mi się rozmazał. Teraz było to już bez znaczenia.
- To chyba nie ma sensu. Pójdę już do domu. Wyciągnij sobie do opery jakąś pielęgniarkę. - tłumaczyłam zakłopotana odwracając się w stronę drogi do domu.
- Czekaj! - krzyknął Czarek.
Odwróciłam się, on był niebezpiecznie blisko. Szczerze mówiąc to jeszcze nie zdążyłam się odsunąć, kiedy poczułam przyjemny zapach mięty i delikatny dotyk na ustach. Pocałował mnie.
- Czarek! Co ty wyprawiasz?! Przecież ja cię nawet nie znam! - darłam się na niego.
Byłam zła na samą siebie, przygryzłam wargi i popędziłam do domu. Nagle zadzwonił telefon - nieznajomy numer.
- Słucham? - mówiłam.
- Przepraszam, nie chciałem cię skrzywdzić. - tłumaczył chłopak.
- Nie to ja przepraszam, bo...chciałam, żebyś mnie pocałował. Po prostu za krótko się znamy, wybacz. - powiedziałam.
- Rozumiem.
- Ta...a skąd masz mój numer telefonu? - dopytywałam.
- Od Jagody. - mówił.
Odłożyłam słuchawkę, byłam wściekła. Dlaczego Jagoda mi to robi? Czemu ktoś mnie prześladuje? Dlaczego pozwoliłam Czarkowi na pocałunek? To zbyt trudne, ale całe moje życie jest właśnie takie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz