Łączna liczba wyświetleń

niedziela, 22 stycznia 2012

Rozdział IV.

- Czarek, ja muszę Ci coś wyznać...- tłumaczyłam przerażona.
- Co takiego?- zastanawiał się chłopak.
- Będę musiała wyjechać z kraju. Bez względu na szkołę i przyjaciół. Czuję, że jestem prześladowana. Jeśli możesz, to przekaż mojej mamie, że wyjechałam na uniwersytet. Uciekam wieczorem, prawdopodobnie będę leciała na gapę. - mówiłam z bólem.
- Ja cię nigdzie nie puszczę! Po prostu zgłoś to na policję i spokój. - powiedział Czarek z przejęciem.
Wybiegłam z opery. W domu prędko się spakowałam, po czym dokładnie o północy wyszłam przez okno i pojechałam taksówką na lotnisko. O dziwo za sobą ujrzałam goniącego mnie Czarka, więc przyspieszyłam wbiegając do losowego samolotu.
- Proszę o bilet! - upominał mnie ochroniarz.
- Proszę już startować, błagam pana! - płakałam.
W tym momencie do samolotu wbiegł Czarek. Zaczęła się ostra kłótnia na oczach pasażerów. W pewnym momencie samolot wystartował.
Zajęliśmy wolne miejsca, ale ja miałam juz dosyć tego zawadiackiego chłopaka, który próbował mnie chronić na kazdym kroku.
- Gdzie my w ogóle lecimy? - dopytywał z nienawiścią.
Odwróciłam głowę w przeciwnym kierunku. Włączyłam laptopa - weszłam na stronę internetową lotniska, żeby sprawdzić ostatnie loty. Na nieszczęście okazało się, że lecimy do do Brazylii, do miejscowości o nazwie Porto Velno w centrum brazylijskiej dżungli, przy Amazonce.
Zamknęłam oczy i bardzo głęboko westchnęłam. Spojrzałam na Czarka i uśmiechnęłam się z nadzieją.
- Lecimy do Brazylii. - mówiłam sympatycznie.
Czarek zmarszczył brwi i uśmiechnał się do mnie.
- Nigdy nie puściłbym cię tam samej. - tłumaczył z niedowierzaniem.
- To lepiej zacznij ćwiczyć karate. Nigdy nie wiadomo co się może wydarzyć. - śmiałam się.
- Żeby ci przypadkiem muszka do oka nie wpadła. - kpił ze mnie.
Pokazałam mu język i odwróciłam się.
Napisałam notatkę w moim pamiętniku:
Drogi pamiętniku!
Dziś stało się coś niepowtarzalnego! Wyleciałam z kraju. Mam pistolet w plecaku, oby nie wystrzelił. Wszystko będzie dobrze, dopóki mama się nie dowie. 
Nadia.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz